18 maja, wg Wikipedii to 138/139 dzień w roku, w którym imieniny obchodzą Aleksandra, Alicja… Tego samego dnia obchodzimy też World Whisky Day, a to święto należy obchodzić hucznie. Whisky Day Cracow to festiwal, który odbywa się w Krakowie, czyli uzupełnienie mapy festiwalowej o południową Polskę która ma coraz więcej do zaoferowania pod tym kątem. WDC organizowany jest przez prawdziwych pasjonatów whisky, a nie dużych dystrybutorów, co mocno pozytywnie wpływa na elastyczność zasad i klimat festiwalu czyli jest luźniej i bardziej “do ludzi”. Dla nas była to druga edycja, którą udało nam się odwiedzić, tym razem nawet prowadząc na niej Master Class (chociaż tacy z nas “Masterzy” jak…), ale o tym później.

Pogoda – Wszyscy zapowiadali burze, deszcze, powodzie i szarańczę, a pomimo tego świeciło słońce, ale bez przesadnie wysokiej temperatury, a i powietrze też jakieś takie “niekrakowskie” bo wydawało się nawet świeże.

Miejsce festiwalu to klimatyczne Forty Kleparz, kolejna okazja do eksploracji Krakowa w innych miejscach niż Stary Rynek, Kazimierz i Dolnych Młynów. Zamaskowany zielenią fort, z ogromnym patio, gdzie można było cieszyć się wspaniałą pogodą i dobrym trunkiem oraz chłodne mury starej fortyfikacji stanowiły idealną mieszankę klimatyczną, która pomagała się jednocześnie ogrzać i schłodzić. Można by było rzec – Pieśń Lodu i Ognia. W tym roku oferta Patio powiększona była o kilka Foodtracków, w tym pizza trucka, który pod koniec festiwalu uratował nas pyszną strawą oraz o Bike Coffee, dzięki któremu udało się cały czas działać na pełnych obrotach. Również na zewnątrz, znajdowało się stanowisko Bulleita, Monkey Sholder oraz strefa z cygarami. W środku Fortów stanowiska miała większość wystawców, ale co ciekawe – nie tylko duże marki i dystrybucje bo znalazło się miejsce też dla bardziej niezależnych, wręcz kolekcjonerskich, stoisk które oferowały najbardziej wyszukane pozycje odkopane w piwnicach średniowiecznych zamków.

Wystawcy, tu podzielimy naszą relację na dwie sekcje – firmy i niezależni.

Firmy – El Classico, reprezentacja najbardziej popularnych marek whisky obecnych w naszym kraju, wzbogacona o extrasy spod lady.

Po dosyć długiej absencji można było spotkać w końcu Mateusza Zabiegaja, który zmienił herb z Zielonego Jabłuszka na Pogorzelca, czyli reprezentował destylarnię Bruichladdich. Przez kilka ostantich festiwali też można było odczuć brak produktów z tej destylarni, dlatego miło było zobaczyć reinkarnację marki. Na stoisku można było spróbować: Classic Laddie, Port Charlotte oraz Octomore’a, więc pozycje, które przypadają do gustu miłośnikom podgnitego ciała, spalonych wiosek i dymu z ogniska. Pomimo ekstrawagancji pozycji, chętnych nie brakowało, więc wsparliśmy starego kolegę na piętnaście minut, przejmując stanowisko, jednocześnie stając się Laddie Hooligans, za co w nagrodę otrzymaliśmy Bruichladdich 9yo od DramFoot w kolorze smoły i smaku 30 letniej whisky.

Diageo – Bartek Z.- jeden z pomysłodawców i twórców WDC, był również obecny jako ambasador Marek z serii reserve Diageo. Oprócz klasycznej selekcji The Classic Malts, na tylnej gablotce schowane były perły z serii Diageo Special Releases – Port Ellen 17, Caol Ila 35yo czy Clynelish Select Reserve z 2015 roku. Wszystkie przetestowane i nagrodzone medalem Whisky Hooligans 😉

Pinot – Tu nie było nam dane spędzić za dużo czasu, kątem oka tylko udało się zauważyć, żę Balblair wszedł na inny poziom i pojawiły się wersje z oznaczeniem wieku, a nie z zagadkami matematycznymi (wcześniej podawany był rok destylacji i butelkowania :)) Niestety, może się uda przy innej okazji odwiedzić ich stoisko i trochę więcej spróbować oraz posłuchać o ich markach. W ramach festiwalu odbyła się też Master Class Balblair ale pech chciał, że godzinowo zazębiła się z naszą i nie mogliśmy iść.

LVMH – Odświeżona linia Glenmorangie, nowa etykieta Lasanty oraz ulepszona Quinta Ruban (wcześniej 12 lat, teraz 14 lat, czyli ekstra dwa lata w beczkach po porto). Nowa Quinta znacząco podniosła poprzeczkę jeśli chodzi o standard whisky do 250 PLN. Dalej bez zmian: klasyczne trio Ardbegów, Glenmorangie Original, Glenmorangie z pomarańczowym zestem i Alta. Dodatkowo, Jakub Grabowski, Nadzorujący/Zarządzający segmentem alkoholi mocnych miał dziwną małą butelkę ze sobą, w której trunek miał bardzo egzotyczne nuty zapachowe i smakowe – określając to na szybko “Tutti Frutti”, ale po więcej informacji na jej temat trzeba ponoć czekać do czerwca.

M&P – Chyba najbardziej zdywersyfikowane stoisko, nad którym stacjonował Mariusz Masiak, który jest ambasadorem marek należących do sieci. Mariusz zabrał nas na krótką wycieczkę po nowościach w portfolio: Kilchoman STR Cask, Kilkerran Heavily Peated batch I oraz Longrow 14yo Sherry Cask. Ten 3-letni Kilkerran z serii Peat In Progress to mocna rzecz, niedawno była okazja zmierzyć się z całą butelką i lekko nie było, aczkolwiek whisky świetna. Longrow 14yo okazał się taki jak o nim piszą w internecie… udany bottling, nic tylko brać. Kilchoman STR Cask to też nowa, limitowana edycja która pokazuje eksperymentalne zacięcie destylarni – wzięli beczki po czerwonym winie, oczyścili, od nowa opiekli i wypalili. Efekt ciekawy… może nic wybitnego ale jak to często przy Kilchomanie bywa ma bardzo dobry współczynnik ceny do jakości.

Brown Forman – Podzielone 50/50 pomiędzy Jackiem i Woodfordem, a szkocką częścią ich portfolio. Oprócz klasycznej selekcji podstawowych marek, można było spróbować 25 letniego BenRiacha, który zrobił przyzwoite wrażenie, a jednocześnie “nie zabił ceną” oraz Single Casków tej samej destylarni. Cieszy nas niezmiernie fakt, że liczba dostępnych butelek z festiwalu na festiwal rośnie.

Wolff and Oak – Bardzo żałujemy, że trafiliśmy tu dopiero po zakończeniu festiwalu, stolik Michała uginał się pod ciężarem nowych produkcji, więc mam nadzieję, że przy innej okazji będzie można bardziej zagłębić się nad nowymi wynalazkami i rodzimą whiskey!

Do pozostałych wystawców, których pominęliśmy w relacji, niestety nie udało nam się trafić – jednak czas trwania festiwalu podzielony na ilość butelek wartych spróbowania daje bezwzględny wynik: NIE DA SIĘ! Może to jest argument by festiwal jednak był dwudniowy?

Niezależni

Whisky Team – Chłopaki za każdym razem zabierają ze sobą kilkadziesiąt butelek, a mam wrażenie, że żadne się nie powtarzają. Mieliśmy bardzo dużo szczęścia, że nasz festiwal zaczął się właśnie tu. Tomek Razik na nasze pierwsze dwa dramy uraczył nas 50 letnim Macduff’em, całkiem nową, niezależną edycją i chyba jedyną od Alquerc – tu najbardziej zapamiętaliśmy dosyć świeży charakter tej whisky jak na tyle lat leżakowania w beczce. Kolejnym dramem była 59 letnia Strathisla destylowana w latach 50-tych, gdzie wiek już przemawiał dosyć intensywnie – szlachetny diabeł, genialna whisky. Dalej można było gustować w unikalnych Ardbegach (m.in. Very Young, Still Young, itp.), serii Gry o Tron od koncernu Diageo, rodzimych bottlingach (np. The Time od TTOW) jak i japońskim białym krukiem – Kariuzawą. Oprócz wybitnych maltów, na stole też znajdował się pewien wyjątkowy blend – Grant’s. Przypuszczam, że z prywatnej kolekcji Szymona, który ma bzika na punkcie tej pozycji. Blend był wyjątkowy o tyle, że jak go butelkowali albo destylowali, to na świecie trwała druga wojna światowa, więc trochę czasu odleżał. Szczerze? Może to nie będzie najlepsza pozycja jaką udało się zdegustować, ale jej smak na bardzo długi czas pozostanie w mojej pamięci, coś niepowtarzalnego, a to tylko 12 letni blend! Jeszcze jedną MEGA ciekawostką była tajemnicza butelka z zamkniętej, nowozelandzkiej destylarni Willowbank. Niby tylko 18-letnie blend i to z tajemniczego zakątka świata ale nieźle namieszał w głowie – takich rzeczy trzeba szukać i się nimi cieszyć. Pozdrawiamy resztę ekipy, super było się z Wami znowu spotkać.

Scotland Yard – Mam nadzieję, że nie skłamię, ale chyba niespełna rok temu na mapie Katowic pojawił się wyjątkowy sklep z whisky. Może sklep to zbyt płytko napisane, ale to swoiste sanktuarium whisky, Marcus prowadzi tam również degustacje i sprzedaje wyjątkowe pozycje, wiele z nich postanowił zabrać do Krakowa. W gronie szczęśliwców znalazły się 4 pozycje pod marką The Finest Malts, które są własnym bottlingiem właściciela Scotland Yardu. Udało się tu także upolować ciekawego Springbanka, który ze swoich 22 lat leżakowania, 15 lat przeleżakował na Islay.

Best Whisky Market – tutaj zastaliśmy to czego każdy się spodziewał, stół zastawiony samymi perełkami. Było kilka butelek znanych z poprzednich festiwali, ale było też kilka nowości. Oczywiście mowa o nowościach na stoisku BWM, a nie o nowych wypustach bowiem, chłopaki mają u siebie prawdziwy wehikuł czasu i tak też było tym razem. Strathisla 15yo 100 proof z lat 80-tych? Obecna. Cardhu z lat 70-tych? Też jest. Takie butelki zwykle ogląda się na internetowych aukcjach i próżno ich szukać w sklepach. Chłopaki mają je u siebie. Do spróbowania.

i na sam koniec… MASTERCLASS

W tym roku postanowiliśmy aktywniej wziąć udział niż tylko degustować bardzo dobre whisky. Po długiej burzy mózgów na messengerze, uzgodniliśmy temat przewodni, wszyscy kochamy whisky w beczkach po sherry, więc zróbmy degustację whisky dojrzewających w beczkach po Sherry! I tak oto narodził się pomysł na Sherry Bombing. Przygotowaliśmy dla uczestników 5 pozycji, z czego jedna to była niespodzianka. Jeśli chodzi o frekwencje, bo przerosła nasze najśmielsze oczekiwania, cały namiot pękał w szwach, a jak już myśleliśmy, że to koniec, to pojawiały się nowe osoby, głodne słodkości hiszpańskiego wina wzmacnianego. Z delikatną obsuwą, ale w końcu udało się zacząć. Temat nie był prosty, po ile wszyscy kochamy “whisky po sherry” to geneza jej powstania nie jest taka prosta jak nam się wydaje (albo wmawia). Temat o tyle ciekawy, że godny osobnego wpisu, więc tutaj nie będziemy wchodzić w detale. Najważniejsze to whisky, a whisky były następujące:

  • Glendronach CS – Batch 3
  • Port Askaig 15yo Sherry Cask
  • Edradour Natural CS 2004
  • Old Pultney 2004 TWE
  • i niespodzianka Heaven Hill 2001 Sherry od MoS (nie mogło przecież zabraknąć Burbona!)

Po całej prezentacji i degustacji, jednogłośnie zostało określone najlepsze i najgorsze whisky. Nie będziemy tutaj zdradzać, chętnych po więcej informacji zapraszamy do wiadomości prywatnej albo do innych recenzji festiwalu, bo tam też werdykty się pokrywają. Co do naszych gości, jest nam niezmiernie miło, że wybraliście naszą master class, ale wasza aktywność przerosła kompletnie oczekiwania! Bardzo rozgadane towarzystwo, pomimo, że zakończyliśmy o czasie, to rozmowy i dyskusje trwały jeszcze drugie tyle. Fajne było to, że każdy chciał się podzielić swoimi wrażeniami, zarówno początkujący jak i bardziej zaawansowani whiskopijcy. Może każdy odczuwa smaki inaczej, ale oceny są jednolite. Wielkie dzięki za przybycie! Postaramy się za rok przygotować coś równie ciekawego oraz smacznego!

Zbliżając się ku końcowi, wielkie dzięki Piotrek, Bartek, Karolina i Marcin! To co udało wam się stworzyć, powinno być benchmarkiem dla kolejnych tego typu inicjatyw!

Kraków jako miasto i region, w którym się znajduje nie jest zbyt litościwy dla ludzi z nad morza, każdy poranek dla nas jest porównywalny do uczucia zbliżonego do bycia potrąconym przez tramwaj, ale pomimo tego na hasło Whisky Day Cracow lecimy jak ćmy do lampy. Tak było i tak będzie nadal, więc na 100% – do zobaczenia za rok!