Pierwszy dzień wiosny zawsze kojarzył mi się z topieniem marzanny… W tym magicznym dniu, jako że jesteśmy z Trójmiasta, zamiast do szkoły/na studia większość osób udawała się na plażę gdzie podpalała i topiła wcześniej przygotowane kukły lub po prostu zatapiała gorycz zimy jakimś dowolnym trunkiem. Tym razem, będąc w Warszawie, nie mogąc udać się na plażę postanowiłem, że gorycz zimy spalę torfem i utopię w bardzo przyzwoitych whisky. Organizatorzy nie mogli wybrać lepszej marki, która lepiej by nawiązywała do nadchodzącej wiosny, więc oczywiście padło na Springbank. Po festiwalu Whisky and Friends nabrałem jakoś dużej ochoty na edycje tej destylarni, więc moja chęć degustacji była bardziej entuzjastyczna niż dotychczas. Nadal uważam tą markę i jej produkty za delikatnie niedocenione, ale może to jest uargumentowane tym, że rzadko kiedy lubimy się dzielić rzeczami dobrymi.

Wracając do brzegu… Spotkanie odbyło się ponownie w Karczmie Soplicowo na warszawskiej Woli, format degustacji pozostał ten sam, jedyną różnicą były po prostu butelki oraz ponownie komplet osób chcących poznać coś nowego. Tym razem obyło się bez rozbiegówki, więc zaczęliśmy z wysokiego “C”. To chyba na tyle z wprowadzenia, więc przejdźmy do opisu.

#1 Hazelburn 2004 – 2018; 13yo; 47,4%; Oloroso

Nos: To nie whisky, to tiramisu w płynie, potem zmieniający się na  cukier z alkoholem oraz delikatnym muśnięciem kleju super glue, dalej śliwka w czekoladzie, potem trochę bardziej owocowo, gruszka, jabłko i sol morska
Smak: Bardzo delikatna whisky, sprawiająca wrażenie rozwodnionej do 40%, przyjemna i lekka, delikatnie słonawa, troszkę słodka, troszkę gorzka, jak susz świąteczny czy gorzka czekolada.
Finisz: Średnio długi, orzechy włoskie, węgiel, dym, ziemistość, czekolada na granicy gorzkiej, delikatnie czuć alkohol
Wniosek: To była pierwsza pozycja wieczoru i już potrafiła zachwycić, ciekawa, słodycz w nosie, na koniec charakter destylarni. Przy kolejnyn podejściu trochę traci na jakości, poprzez delikatność lub “wodnistość”. Przy pierwszym łyku oszalałem, a po drugim zobojętniałem. Podsumowując – Daily dram z plusem

#2 Springbank 1992 – Provate bottling for Loch Fyne Whsikies; 21yo; 51,6%

Nos: Słodka melasa, która zazwyczaj kojarzyła mi się z rumem, ziemia, czarny pieprz świeżo mielony, węgiel, skórka z cytryny, tytoń, delikatnie wyczuwalna świeża mięta, przypalony karmel, minimalnie wyczuwalny wędzony łosoś, czerwone wino albo bardziej tanina, jest też guma FRIT truskawkowa oraz trochę mokrej skarpety
Smak: Słodki, kremowy, owocowy malina, brzoskwinia, wanilia – niczym babeczka owocowa, trochę perfumowaty.
Finisz: krótko-średni: Gorzkie drewno na pograniczu węgla, orzechy, słodka śmietanka, trochę mydlany
Wniosek: Bardzo intensywny zapach, w którym dużo się dzieje, jakby to syntetycznie podsumować to wyszło by “misz masz”, ale w smaku szlachetna, ułożona jak ciastka w luksusowej patiserii, finisz trochę ucięty. Whisky lekka, ciekawa i fajna, można przy niej przysiąść na dłuższą chwilę, ale w życiu bym nie powiedział, że ma ponad 20 lat.

#3 Springbank 1989-2002 Whisky Ship dla Lateltin Lanz Ingold; 12yo; 53,7%

Nos: Koniec z delikatnymi nutkami, na pierwszy ogień mieszanka wybuchowa – klej, krówka, sanostol, masa kajmakowa, potem lekko odpuszcza, by na pierwszy ogień wyszedł karmel, butapren, wino, wiśnie w czekoladzie, gorzka czekolada, a na końcu nuty typowo wiejskie siano, gnojówka oraz tanina z wina i alkohol.
Smak: Cała chemia znika, pojawia się deser w postaci wiśni, baileys’a i lodów śmietankowych, potem porzeczka i czekolada
Finisz: Średnio długi – węgiel, biszkopt, drewno, orzech, trochę słonawy
Wnioski: bardzo ciekawa pozycja, w nosie dużo się dzieje, smak deserowy, a finisz dymny.
4,75/10 Link do WB

 

#4 Springbank 1993-2014, private bottling; ~11yo; 49,7%

Nos: Szpital, farba, klej, miód, karmel, drewno, przechodzące potem w węgiel, chemia, mydło, dalej miód ale nie jest to odrzucające, bardziej przebija się słodki miód, drewno. Potem śliwka w czekoladzie, trochę wędzony boczek, chleb razowy, maliny i jabłko
Smak torf, ziemia, orzechy w czekoladzie, śliwki wędzone, morele suszone, delikatnie alkoholowy – istny Kapitan Planeta
Finisz: Średnio-długi – wędzony boczek, kogel mogel
Wnioski: Jest mocno, torfowo i bardzo dymno, ale gdzieś ta słodycz łagodzi te piekielne aromaty i smak. Degustując tą pozycję czuje się jakbym jadł czekoladowe ciasto ze śliwkami w jakiejś zatłoczonej palarni.

 

#5 Longrow 18yo, 2018; Mieszanka bourbonu i sherry (60/40); 46%


zdjęcie: WhiskyBase
Nos: lakier do paznokci, alkohol, medykament, automatyczny efekt oczyszczający nozdrza,  alkoholowy mocarz , którego zobrazowałem sobie w postaci Janosik w husarskiej zbroi i karabinem maszynowym, potem wyczuwalne nuty metaliczne, trochę opuncja, mango, biała czekolada. Wszelakie oznaki słodkości i owocowe i tak są zdominowane przez chemio-metalurgię.
Smak: rodzynki, susz, alko, mało wyrazisty
Finisz: długi: torf, surowe żółtko, orzechy laskowe, kawa, surowe jajko jako jako kropka nad “I”
Wnioski: Jak dla mnie to zbyt duży kaliber torfowo-dymny, ma dosyć ciekawe walory smakowe i zapachowe, ale to nie jest mój klimat, więc bardziej polecałbym amatorom Laphroaig’a czy koneserom Octomore’a, bo przypuszczam, że byliby tą pozycją zachwyceni.

 

#Bonus Kilkerran Work in Progress; Bourbon; ~11yo; 54,7%

zdjęcie: WhiskyBase
Nos: Kawa torf i czekolada
Smak: Drewno, grejpfrut i i cytryna
Finisz: dym, dym, dym
Wnioski: Niestety, tu już moje zdolności percepcji aromatów i odbioru smaków po takiej dawce smoły z poprzednich edycji zaniemogły, więc zostawię to z klasyczną oceną – bardzo dobra whisky, 3/10.
3/10
Tak wyglądało podium:
zdjęcie: Marcin Sz.
Mój poranek może być dobrym podsumowaniem, pomimo odespania 8h, obudziłem się mając wrażenie, że przez sen spaliłem całe cygaro, paczkę papierosów i zagryzłem to pyszną babeczką. Duża dawka PPM’ów, ale jednak dobrze zbilansowana słodyczą, podkreśliła charakter destylarni i utrzymały mnie w mojej euforii co do tej destylarni. Chyba faktycznie stanę się wielkim fanem Springbanka, tak w sam raz na wiosnę.