Temperatura na zewnątrz jak i w mieszkaniach pozbawionych klimatyzacji osiąga już historyczne maksima. Mamy dopiero połowę czerwca, a doświadczamy już afrykańskich upałów. Dlatego każda okazja aby opuścić mieszkanie – piekarnik jest idealna. W tym przypadku padło na degustację Tullamore Dew.

Degustacja poświęcona była premierze 18 letniej pozycji z portfolio Tullamore’a, ale o tym później.

Za część merytoryczną odpowiadała Sarka Hamadyk, brand ambasador Tullamore Dew na nasz kraj. Zaczęliśmy od poznania krótkiej historii marki, potem przeszliśmy przez główne ciekawostki i aby na końcu już się skupić na dyskusji dotyczącej serwowanych produktów.

Wracając już do głównej tematyki, na degustacji mieliśmy 5 pozycji:

  • Tullamore Original
  • Tullamore XO
  • Tullamore 12yo (blended)
  • Tullamore 14yo (SM)
  • Tullamore 18yo (SM)

Delikatnie przypominając zasady trzech pierwszych, są to mieszanki trzech whisky – single grain, pot still oraz single malt. Dojrzewają one w trzech rodzajach beczek: Burbon, Sherry i tzw. ex-Irish (czyli drugie napełnienie beczki po burbonie). W przypadku wersji XO, podstawowy trunek trafia jeszcze do beczek po ciemnym rumie na 3-4 miesiące. Tu opisywać zbytnio nie będę, tylko napomknę, że w wariancie do 80 PLN, Tullamore XO to mój faworyt. Przyjemna whiskey do delektowania się wieczorem, idealna do tumblera. Po sesji z blendami przyszedł czas na gwiazdy wieczoru – wersję 14 i 18 letnią.

Tullamore 14 – 12 lat dojrzewania w beczkach po burbonie, po czym  75% odbywa 2 letni finisz w beczkach po sherry, madeirze i porto. 41,3% Abv.

Nos: Słodycz, mokra ziemia, kurz, trochę kleju

Smak: Sól, rozwodnione kakao, orzechy laskowe, gorzkawa

Finisz: Średniodługi – Mocno drewniany, słodko-orzechowy

Wnioski: Strasznie ciężko coś złego napisać, bardzo przyswajalna do spożycia, ale bez wielkich fajerwerków. Patrząc w kategoriach Single Maltów za ok. 200 PLN, to można trafić lepiej, więc w tym przypadku wybrałbym 3*XO i miał zapas na dłuższy czas.

Gwiazda wieczoru – Tullamore Dew 18yo – jak w przypadku wersji 14 letniej, tym razem 14 lat w beczkach po burbonie, a potem 75% finiszowane w beczkach po sherry oloroso, madeirze i porto. Moc taka sama – 41,3%. Produkt na ten moment całkiem “limitowany”, bo destylarnia wypuściła tylko 2,5 tys. tych butelek.

Nos: Kawa, sól, pieczony banan, gorzka czekolada, solone orzechy, potem fusy po kawie, ziemistość i na samym końcu cytrusowo-kiszonkowa nuta

Smak: Ziarna słonecznika, kompot, świeże drewno, woda morska

Finisz: Średniodługi – adwokat, migdały, orzechy słone, rozwodnione kakao

Wniosek: Tutaj definitywnie jest duży przeskok jakościowy, bardzo ciekawe nuty smakowe, bo chyba pierwszy raz udało mi sie zidentyfikować słonecznik w smaku. Finisz mógłby być dłuższy, ale przypuszczam, że to kwestia “zjechania” z procentami do 41,3%. Warto spróbować, z ręką na sercu!

Cała degustacja trwała, aż 2 i pół godziny, więc cel ucieczki przed palącym słońcem został osiągnięty. Humor na końcu dopisywał każdemu z uczestników, więc wieczór bardzo udany.

Dzięki Sarka za zaproszenie i degustację!